DZIEŃ 6 07/11/08 Tajlandia/ChiangMai – Hotel
Właśnie wróciliśmy z dwudniowej wyprawy do Złotego Trójkąta. Opium nie było, skansenu za bardzo też… a widoki były całkiem OK.

Piszę z hotelu, więc mam tylko 10 minut, bo za chwilę ruszamy gdzieś dalej. Pojechaliśmy nad Mekong, a stamtąd myk na drugą stronę do Laosu – bez wizy, bez paszportu. Szybka łódka na małe piwko. Potem była Świątynia Małp – światło kit totalny, więc fotek nie będzie… Mieliśmy mieć trzygodzinny trek do wioski górskiej plemienia Lachu, gdzie mieliśmy spać… niestety jakoś nam się magicznie czas skurczył, że skończyło się na godzinnym spacerze nocą. I tak mi wystarczyło – byłem cały mokry i nie mogłem złapać oddechu…
Przespaliśmy się w całkiem lokalnej chacie i rano podstawili nam słonie… dwugodzinny marsz przez dżunglę to było coś… potem już w stronę domu. Do ChiangMai, a po drodze jeszcze rafting na bambusach…
I to tyle… jutro wylot do Laosu – podobno ma być oryginalniej.
W.
PS. Zrobiłem już takie zakupy, że jutro wysyłam DHL do Polski 🙂
DZIEŃ 7 08/11/08 Tajlandia/ChiangMai lotnisko
Cóż, dzisiejszy dzień też trudno uznać za udany – właśnie siedzimy na lotnisku i mamy samolot opóźniony o 2,5 h… na razie, a zobaczymy, jak się skończy. Paczka z pierwszymi zakupami poleciała. Miała 15 kg, będzie w Polsce za 2 tygodnie.
Poza tym było małe zwiedzanie miasta: kilka świątyń – dość szybko… no bo spieszyliśmy się na samolot. Niestety w Luang Prabang minie nas dzisiaj zachód słońca – podobno malowniczy.

Ciao
W.
PS. Godzinkę później – czekamy dalej – ale zdążyłem mieć już foot massage w lotniskowej poczekalni, więc nie jest źle.

DZIEŃ 8 09/11/08 Laos/Luang Prabang
Wczorajszy dzień zakończył się lepiej, niż by się zdawało. Pomimo długiego czekania na lotnisku i fatalnego lotu – wylecieliśmy w sumie o 21:30 zamiast o 15.00 a do tego lecieliśmy wzbudzającym poważne wątpliwości samolotem 🙂
Laos przywitał nas jak przystało na dobre komunistyczne państwo – dopłatą za wizę (bo musieli wziąć nadgodziny, by na nas czekać); ale hotel za to rekompensuje wszystko. Jest po prostu zaje… fajny oczywiście.
Luang Prabang jest genialny. To stara stolica Laosu – maleńkie miasteczko nad Mekongiem. Z super klimatem. Zaliczyliśmy kilka świątyń, muzeum w ex pałacu królewskim i udaliśmy się na rejs po rzece… wracamy, a tu nocny targ. Pełen różności – ale na razie się powstrzymuję… No właściwie nie 🙂 Kupiłem srebrną bransoletkę – dla siebie.
Jutro o 6 wyjście na pochód mnichów, a potem trekking w góry (tym razem ma być przynajmniej 3 godziny). Zobaczymy jak będzie – jak na razie Laos jest jak najbardziej na TAAAAK!
W.


